Życiowa prawda o kulturze masowej cz.3: Upadek Graveland i Roba Darkena

Nie będę zaczynał od słów, że znowu miałem racje. Na pewno nie chcę szukać kompromisu w tej opinii. Ten artykuł jest oskarżeniem i kontynuacją oceny żałosnego stanu, do jakiego doprowadzili się przedstawiciele i ikony gatunku muzyki, który zawsze od wszelkiego kompromisu oddzielał się grubą kreską. I na prawdę nie starczyłoby miejsca i czasu, na wymienienie ogromu zarzutów i oskarżeń, jakimi przez te wszystkie lata, obrzucali się muzycy ze sceny Black Metal.

Co by nie pisać, to jedno zawsze towarzyszyło i stało się wręcz modą i wyznacznikiem tego, kto zasługuje na szacunek w elitarnym kręgu. Chodzi mi o słowo „prawdziwy”. Padało zawsze w kontekście oceny innych zespołów. Kto był „prawdziwy”, a kto „fałszywy” utrwaliło stereotyp na cały ten czas i trwa nieprzerwanie do chwil obecnych. Z czasem cała ta paplanina stała się tyle warta, co gnój na drodze szybkiego ruchu. Ale to, co w zeszłym miesiącu (kwiecień 2016r.) rozpętało burze w środowisku pozostałych „prawdziwych” można nazwać dnem absolutnym. Rob Darken z legendarnego Graveland pozbierał cały ten gnój i zjadł ze smakiem.

Co zatem takiego zrobił ten wojownik? Otóż pod naporem Gazety Wyborczej i lewackiej nagonki, w związku z mającym się odbyć koncertem Graveland w Gdańsku, zamieścił na Facebooku oświadczenie, że jego muzyka jest uniwersalna i że każdy kto jej słucha jest jego przyjacielem. I to bez względu na kolor skóry, wyznanie i poglądy polityczne. Wyznał również, iż cieszy go fakt, że jakiś Chińczyk czy Meksykanin pod wpływem twórczości Graveland złapał za miecz i zaczął interesować się kulturą wojownika w swoim kraju. Trzeba być idiotą, żeby cieszyć się z faktu uzbrajania dzikusów.

Przecież już teraz te gnidy z ISIS ścinają mieczami głowy Białym Ludziom. I też kierują się wojowniczym islamem z dawnych czasów. Miejmy nadzieje, że wcześniej nie słuchali Graveland. Ten cymbał pewnie by się ucieszył.

Co to ma być? Wojownicy wszystkich krajów łączcie się? Zamieścił też kilka zdjęć swoich kolorowych fanów z całego świata. Z czego widać, że był bardzo dumny. W środowisku zawrzało. Na co nasz „Braveheart” szybko odpowiedział, że w ten sposób bronił się przed lewacką nagonką i w dalszych kilku zdaniach pisał o wszystkim, ale nie na temat. O to całość tych dwóch wypowiedzi:

Rob Darken Rob Darken
Feralny post (Kliknij aby powiększyć). Wyjaśnienie w sprawie posta po lewej (Kliknij aby powiększyć).

Chyba nikt przy zdrowych zmysłach, nie nazwie takich bzdur linią obrony.

To nic innego jak tchórzowskie całowanie nóg wrogom. Pragnę wszystkim przypomnieć, że trwa walka idei. Dlatego dziwne, że ktoś, kto od 20 ponad lat swoim przekazem muzycznym i nie tylko, prowadził walkę i kierował się określoną ideą, nagle pod naporem lewicowego szmatławca, wypowiada słowa, które mają ukazać go w takim świetle, żeby wrogowie z którymi walczył dali mu święty spokój. Przecież wszyscy którzy są oponentami Gazety Wyborczej, są przez nią atakowani. Faszystami nazywani są kibice, nacjonaliści i starsi ludzie biorący udział w Marszu Niepodległości i nikt specjalnie się tym nie przejmuje, co napiszą gryzipórki Szechtera.

A tu, wielki wojownik nie wytrzymał presji i zaczął głosić anty-białe hasła. Pokrętnie tłumacząc się cenzurą i ustrojem totalitarnym. Wszystko, żeby zaspokoić tych, którzy są piewcami tej cenzury i postkomunizmu. Patrząc na jego koncert, odniosłem wrażenie, że ten facet jest na prawdę oderwany od rzeczywistości. Egzystuje w swoim fantastycznym świecie, w którym uważa się za bohatera z mitów i legend. Nie wiedziałem czy śmiać się, czy płakać, kiedy na scenie gestykulował, jakby rzucał zaklęcia magiczne. W tym swoim stroju, z torebkami przy pasku, wyglądał jak dowodzący statkiem kapitan Jack Sparrow z filmu „Piraci z Karaibów”.

Wstecznictwo i żenada. Jest jakiś trailer do clipu, na którym chodzi po śniegu, gdzieś wysoko w górach. Z wyciągniętym mieczem, rozgląda się w poszukiwaniu wrogów. Kabaret i nic więcej.

No chyba, że Robert Mroczny już strzeże polskiej granicy i powstrzyma najazd muzułmanów. Sam, skoro szarpie się z jakimś prehistorycznym trollem, to może da radę tysiącom kolorowych?

Myślę, że proces jego upadku jest na takim poziomie, że nie można wykluczyć, że któregoś dnia zobaczymy jak zagra na koncercie dla imigrantów, a usprawiedliwi się tym, że islam to wojownicza religia i podoba mu się, że też mają szabelki. Bzdura? Bynajmniej. Na dzień dzisiejszy ma wystąpić na festiwalu razem z Behemoth i murzynami z Blasphemy.

Na koniec, tak dla porównania. Rok 1946. Danuta „Inka” Siedzikówna w wieku 16 lat, na dzień przed egzekucją, po dwumiesięcznym biciu i torturach, piszę gryps w którym słynne jest zdanie: „Powiedzcie mojej babci że zachowałam się jak trzeba”. A teraz w 2016r. przeczytajcie sobie wypowiedź tego komedianta w zbroi. Popatrzcie na zdjęcia i tytuły utworów, takie jak „Born for War”, „No mercy in my hearth” itd.

Dlaczego takie porównanie? 16 letnia dziewczyna, torturowana wiele dni nie dała się złamać i zginęła za to w co wierzyła. Siedemdziesiąt lat, później 40 letni mężczyzna wierzący w to, że jest wcieleniem dzielnych wojowników, nie wytrzymał i przestraszył się nagonki w gazecie, która cierpi na spadek poczytności. Mało tego, dziennikarze są blisko spokrewnieni z oprawcami z UB, którzy mordowali takich bohaterów jak Inka. Następna płyta „Robercika” powinna nazywać się „Wstyd i Hańba”.

Brat Artur