Tragedia Polskich Dworków – Eksterminacja Kultury

Jedną z największych plag jaka kiedykolwiek nawiedziła ziemie Rzeczypospolitej był bolszewizm. Poziom spustoszenia, jakie uczynił w Polsce (i nie tylko) liczy się dziś głównie w walucie politycznej i gospodarczej, jednak przede wszystkim powinno się brać pod uwagę zniszczenia w sferze, duchowej, kulturowej i ideologicznej. Te ostatnie bardziej niż wszystko inne warunkują przetrwanie narodu i są racją bytu dla kolejnych pokoleń. Skutki masowej eksterminacji wszystkiego, co polskie, piękne i szlachetne odczuwamy do dziś, wiele rzeczy zostało straconych bezpowrotnie, resztkom które zostały, pozwolono przez lata niszczeć i doprowadzono je do stanu katastrofalnego. W tym miejscu mowa o dworach polskich, które przez wieki będąc ostoją patriotyzmu, miejscem kultywowania rodzimej kultury i tradycji – nietrudno się domyślić, że tak one jak i ich mieszkańcy były solą w oku „nowej władzy”, przynoszącej ze sobą równość, sprawiedliwość i porządek. Pod karą śmierci.

Wraz z rozpoczęciem wrześniowych inwazji na Polskę, zarówno Niemcy jak i Sowieci żarliwie zabrali się na likwidację najbardziej wartościowej części społeczeństwa. Zarówno jedni jak i drudzy doskonale zdawali sobie sprawę, że z narodem pozbawionym elit, odartym z godności i tradycji łatwiej będzie walczyć, przetrącić mu kręgosłup i uczynić z niego szarą masę „ludu pracującego miast i wsi”. Na pierwszy ogień poszli więc profesorowie, oficerowie, urzędnicy, księża a także przedstawiciele ziemiaństwa. Na terenach które zostały zagarnięte przez hitlerowskie Niemcy i włączone do Rzeczy, niemal natychmiast rozpoczęto likwidację majątków ziemskich – ich właścicieli mordowano lub zamykano w obozach. Związek Ziemian został rozwiązany, pięciu spośród siedmiu jego prezesów straciło życie z rąk Niemców. Sytuacja właścicieli dworków pod okupacją hitlerowską była o tyle lepsza, że czasem udawało im się uratować się i pozostać w majątku pod okiem nadzorcy ustanowionego przez nazistów. Natomiast na terenach zagarniętych przez ZSRR, NKWD bezlitośnie likwidowało każdy przejaw polskości, dwory i dzieła sztuki grabiono i palono, kobiety gwałcono i mordowano a mężczyzn wywożono bądź rozstrzeliwano na miejscu. Sowieci przetaczali się przez kraj niczym szarańcza, która nienawidzi wszystkiego, co piękne, głupotę przedkłada nad mądrość, a przywary nad cnoty. Poniżej fragment wspomnień Jana Lucjana Kochanowskiego, potomka Jana Kochanowskiego, dotyczące majątku Łopiennik, którego właścicielką była Irena Kochanowska.

Łopiennik

„Około 10 września 1944 roku Jan Nowakowski spotkał moją siostrę w Lublinie i nalegał, aby zawiadomiła Ojca, że w teren ruszyły właśnie specjalne brygady NKWD w celu aresztowania ziemian i przekazania ziemi chłopom. Tego samego dnia Jerzy Kochanowski, wysłuchawszy córki, zadecydował, że do Lublina wyjadą jutro. Nim jednak poczyniono przygotowania, nadjechało NKWD. Kilka odkrytych ciężarówek, na nich karabiny maszynowe i sołdaci przeszkoleni w robieniu porządków w polskich dworach. Wśród wrzasków i bicia przez otwarte drzwi i okna ładowano meble, dywany, rzeczy osobiste Kochanowskich i powyrywane z hakami obrazy. Niepotrzebne nikomu książki tragarze wdeptywali w ziemię. Zwołano wiec. Na środku podwórka stanęli ludzie z folwarku, którym politruk uświadomił, że stali się teraz właścicielami pańskiej posiadłości. Zagoniono potem rodzinę Kochanowskich do jednego pokoju, postawiono wartę po czym wyładowane ciężarówki wraz z aresztowanym Jerzym Kochanowskim i jego bratem Adamem ruszyły w stronę Lublina. Pozostali członkowie rodziny na jednej furmance opuścili dwór.”

W podobnym tonie wspomina te tragiczne wydarzenia Stefan Sękowski, właściciel dworu w Nieprześni koło Bochni. Swoją drogą, to tak zastanawiające, jak mogą jeszcze we współczesnych nam czasach żyć ludzie wierzący w to, że wszyscy ludzie bez względu na wszystko są sobie równi, i pluć inteligentnym i świadomym w twarze podobnymi kłamstwami. Ci, którzy rządzą obecnie to spadkobiercy ideowi tych samych ludzi, którzy wywołali w Rosji rewolucję. Te same metody, te same skutki, tylko społeczeństwo z wypranymi mózgami jeszcze głupsze niż wtedy.

„Z początkiem lutego 1945 roku ktoś bardzo wcześnie zastukał do okna i poinformował Stefana Sękowskiego, że dziś zostanie aresztowany. Około dziewiątej rano przyszło dwu cywili z bronią i pytają:

– Kto tu jest właścicielem? Żonę macie? Dzieci są?

– Tak, synek ma trzy lata.

– Pojedziecie z nami.

Stefan Sękowski zaprotestował, by trzyletnie dziecko jechało do więzienia. Zgodzili się nie aresztować trzyletniego syna, ale ojca i matkę zabrali. W Sądzie Powiatowym w Bochni było już urządzone więzienie. Było w nim już około 20 aresztowanych. Wieczorem naniesiono słomy jako posłanie. Po tygodniu wypuszczono pp. Sękowskich, szantażując podpisaniem „dobrowolnego aktu zgody na parcelację dóbr Nieprześnia i zgody na opuszczenie Nieprześni i zamieszkanie w innym powiecie”. Więc podpisał pod szantażem.

6 września 1944 roku wydano dekret o reformie rolnej, na mocy którego pozbawiono majątków, bez możliwości ubiegania się o odszkodowanie, wszystkich właścicieli ziemskich w Polsce. Oprócz nieruchomości, konfiskacie podlegały wszelkie dobra przynależące do dworów, łącznie z inwentarzem żywym, plonami, dziełami sztuki, meblami i rzeczami osobistymi. Niedługo później, 22 grudnia 1944 roku, podobnym dekretem upaństwowiono wszystkie lasy powyżej 25 ha. W latach 1944 – 1947 zagarniętych zostało 14 000 majątków ziemskich, na terenach w powojennych granicach Polski 10 000. Na Kresach Wschodnich pozostało 4000 majątków obejmujących 2 mln hektarów (który ze zdradzieckich rządów postkomunistycznych kiedykolwiek się o nie upomniał)

Po zajęciu przez bohaterskich czerwonoarmistów majątku Srebrzyszcze, należącego do rodziny Lechnickich, dwór i przyległe do niego gospodarstwa ograbiono ze wszystkiego, co przedstawiało (według nich) jakąkolwiek wartość. Następnie w ramach upokorzenia „polskiego pana”, właściciel został przywiązany łańcuchem do psiej budy. Sowieci próbowali podburzać miejscowych chłopów do zlinczowania „panów”, ale ci wcale do tego się nie kwapili, mając w pamięci dobre traktowanie przez panią Lechnicką. Sowieci zorganizowali więc upokarzające widowisko – mieszkańcy pałacu dostali na kolację kaszę bez omasty i kwaśne mleko, by jedli to samo, co chłopi, i spędzili wieśniaków do oglądania tego spektaklu. Barbara Zakrzewska, córka lekarza i polityka Leona Surzyńskiego, obecna wtedy w pałacu, wspomina, że chłopi stali w grobowym milczeniu, a niektóre kobiety zasłaniały sobie oczy chustkami.

srebrzyszcze_04
Srebrzyszcze

Karolina Lanckorońska w swoich pamiętnikach pisze:

„W Komarnie odbyły się z chwilą wyjścia władz polskich wizyty chłopów we dworze i sceny normalne w każdej pożodze. Następnie weszli Niemcy i po kilku dniach pobytu i bardzo dokładnym rabunku musieli się cofnąć aż do Przemyśla. Od tego czasu rządziły tam miejscowe komitety ukraińskie.”

[…]

Bolszewików (do Lwowa) zjeżdżało tymczasem coraz więcej, mężczyzn i niezwykle brzydkich kobiet. Kupowali wszystko co im podpadło pod rękę. W każdym sklepie było ich pełno. Ponieważ zaś przeznaczenie wielu przedmiotów nie zawsze było im znane, przeżywali i pewne niepowodzenia, jak np. ukazanie się towarzyszek w teatrze w powłóczystych, jedwabnych koszulach nocnych, nabywanie hegarów do podlewania kwiatów. Z ich zachłannością w zdobywaniu towaru dziwnie nie licowało opowiadanie o zasobności Rosji, o tym, że w Sowietach jest wszystko. Na zapytanie Lwowian: A Kopenhaga jest?, zapewniali, że jest i to milionami. A pomarańcze są? Jeszcze i ile! Zawsze było dużo, ale teraz, gdyśmy zbudowali tyle nowych fabryk, to jest jeszcze więcej!”

W latach późniejszych, nawet gdy sytuacja nieco się uspokoiła, po roku 1989 roku, sytuacja tego, codworek zostało z polskiego dziedzictwa ziemiańskiego wcale nie uległa poprawie. Wiele majątków które przetrwały wojnę, popadły w ruinę po tym jak wykorzystywano je jako domy opieki społecznej, szkoły, budynki gospodarcze. Władza pookrągłostołowa nie zainteresowała się ich losem, dlatego część z nich całkowicie zniknęła już z powierzchni ziemi, inne stały się pustostanami które lata chwila się zawalą. Niektóre, nadające się jeszcze do remontu, straszą wśród zdziczałych parków, czekając w milczeniu na dopełnienie się losu. Spośród wszystkich dworów, tylko 80 jest w rękach przedwojennych właścicieli. Przerobione na hotele i pensjonaty, często zatraciły swój niepowtarzalny charakter i tożsamość. Te, które utrzymują się z rolnictwa można policzyć na palcach jednej ręki. Oglądamy zmierzch czegoś niepowtarzalnego i wyjątkowego, patrząc na to bez żalu. Pytanie tylko co przyjdzie na to miejsce i czy na pewno to będzie dobre… Sami odpowiedzcie.

Nastały czasy dyktatury okrucieństwa i głupoty, na marmurowe podłogi wniesiono gnój na stopach nowych „właścicieli”, pewna epoka bezpowrotnie dobiegła końca. Podobny scenariusz rozgrywa się dzisiaj, na naszych oczach, chociaż akcja jest wolniejsza i mniej spektakularna, by nie zwracać zbyt dużej uwagi. Resztki naszej kultury giną, są rozszarpywane i plugawione, pojęcia się mieszają, brzydotę określa się pięknem, wulgarną grafomanię sztuką, dewiacje miłością. A przecież „Prawda jest jedna”, chociaż na każdym kroku pozwalamy sobie wmówić, że jest inaczej. My, którzy jeszcze próbujemy coś robić, czegoś się dowiedzieć, pomyśleć na własną rękę, podzielimy los tamtych polskich patriotów, bez jednego wystrzału, przypną nas na łańcuchach i nikt się o nas nie upomni, może najwyżej skomentuje na Facebooku jakiegoś newsa, że znowu „ujęto grupę nietolerancyjnych nazistów/faszystów/wpisz co chcesz.

Zdjęcia zrujnowanych polskich dworków

Na podstawie:

  • Maciej Rydel, Dwór – Polska tożsamość, Zysk i S-ka, Poznań 2012,
  • Karolina Lanckorońska, Wspomnienia wojenne, Znak, Kraków 2011
  • Sowieci w dworze polskim, Rzeczpospolita, 16.09.200